Hmm... adwent

9 grudnia 2019|Przez Radek|0 Komentarzy

I znowu spontaniczna, nieplanowana sesja z córką.
Po ukończeniu zdjęć na komputerze zdałem sobie sprawę z tego, że w ostatnich dniach wszystko wokół przybiera adwentowy charakter. Nawet te moje fotografie nieświadomie zaczynam tworzyć w stylu adwentowo-bożonarodzeniowym.
A kiedy w czasie adwentu poszukuję inspiracji dla ducha, przypominam sobie bliską naszej rodzinie osobę, Magdalenę Hutin, kobietę, która uznała tajemnicę ogołocenia Boga w żłóbku za kluczową dla swojej duchowości. W jednym z listów, które pisywała co roku w adwencie przez kilkadziesiąt lat, zachęcała:

Przyjmijcie (…) nawet to, że będziecie mniej doskonałe niż byście chciały, pod warunkiem, że niedoskonałości nie pomniejszą w niczym waszej miłości. Wiecie przecież dobrze, że miłości nie mierzy się wielkością otrzymanych rezultatów…

Dostrzegam potrzebę przypominania sobie tej zachęty w sytuacji, gdy w sieci wciąż oglądamy „sukcesy” naszych „znajomych” jednocześnie frustrując się tym, że nasze osiągnięcia są przy tamtych takie marne… Często zamartwiam się tym, że rezultaty mojej pracy jako męża i ojca są niezwykle skromne. Chciałbym jednak napisać: ale ufam, że to wystarczy. Tyle tylko, że nie mogę tego napisać, bo tak szczerze, to wciąż chciałbym więcej, doskonalej, wydajniej. Jak dobrze, że przeżywamy adwent, bo droga do Betlejem rzuca wyzwanie, by uwierzyć: miłości nie mierzy się wielkością otrzymanych rezultatów…