Co i jak

Przyczynkiem do powstania tego wpisu jest pewna myśl spisana przez Davida du Chemin w jego książce „Zdjęcia z duszą”:

[…] wiedza o tym, jak chcemy robić zdjęcia, jest równie ważna, jak wiedza, co chcemy nimi wyrazić. […] Zapewne najlepiej jest więc pracować ze świadomością, że nasza wizja będzie skłonna raczej objawiać się stopniowo, a nie za jednym razem. Ale się objawi.

Spoglądając wstecz na kilkanaście lat mojej przygody z fotografowaniem, dostrzegam w niej pewną analogię do drogi, którą podążam w rozwoju miłości wobec bliskich. Pierwsza fascynacja pięknem wzbudziła w sercu pragnienie wznoszenia się ku głębszym znaczeniom. Kilkanaście lat temu, gdy zacząłem fotografować, zostałem oczarowany możliwością zatrzymania dla siebie ulotnego piękna przelatującego mi przed oczami w krótkich migawkach. Wschód słońca nad łąką, światełka w kroplach rosy, myszołów na pieńku w polu, wdzięk ukochanej dziewczyny…

Prędko dałem się ponieść szałowi zdobywania wiedzy technicznej o tym, jakiego sprzętu fotograficznego używać, jak robić zdjęcia, by były ładniejsze, by jeszcze mocniej oddziaływały na mnie, na bliskich, na moich klientów. By przemawiały swoim urokiem.

Z czasem zapragnąłem robić zdjęcia bardziej świadomie. Wprawdzie od razu pojawiła się obawa, czy refleksja nie zabije spontanicznej zdolności chwytania piękna, ale moje ciągłe dążenie do odnajdywania głębszych sensów we wszelkiej działalności przezwyciężyło te niepokoje. Zacząłem coraz mocniej zastanawiać się nad tym, co wnosi do życia rodzinnego staranne warsztatowo wykonywanie fotografii. Pierwsze pytanie, które sobie postawiłem, brzmiało: czy zdjęcia powinny być świetne technicznie, by po latach przedstawiać wartość dla rodziny?

Przez długi czas nurtowała mnie wypowiedź mojego nauczyciela fotografii, dziś już nieżyjącego Wojciecha Zawadzkiego. Komentując przyniesione na jego lekcję prace powiedział, że jest on w stanie (mając za sobą wiele lat doświadczeń) sfotografować niemal wszystko pod względem technicznym wyśmienicie. Tylko, po co?- dodał.

W pewnym momencie starań o rozwój warsztatu fotograficznego, samo piękno estetyczne przestało mi wystarczać. Zacząłem zastanawiać się raczej nad tym, co warto przedstawiać, w co inwestować czas i siły, których przy coraz liczniejszych obowiązkach rodzinnych coraz mniej. Rozmyślałem o obrazach, które są drogie wielu ludziom: o zdjęciach- pamiątkach rodzinnych a także o obrazach religijnych, do których powraca się latami, które traktuje się z czcią i nabożnością. Co w sobie mają, że są tak drogie ludzkim sercom, że magnetyzują? Paradoksalnie obrazy te są zazwyczaj kiepskiej jakości technicznej, a często wręcz zaskakują wysokim poziomem kiczu. A jednak są bezcenne… Doszedłem do oczywistego wniosku, że przedstawiają one wielką wartość nie ze względu na nie same, lecz ze względu na wyjątkową rzeczywistość, do której odnoszą tego, kto je ogląda. Wobec tej funkcji piękno estetyczne schodzi na drugi plan, w większości przypadków wydaje się nawet nieistotne…

Pomyślmy o takich przykładach. Kto z nas rozczulając się nad zdjęciem swojej mamy w wieku, gdy uczęszczała do pierwszej klasy szkoły podstawowej, będzie zastanawiał się nad jego techniczną niedoskonałością? Albo ilu niewierzących stałoby dłużej przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, przed który garną się tysiące ludzi rocznie, gdyby zawisnął ot tak, w którymś z muzeów? (Ja sam pewnie dłużej stałbym np. przed jakimś szkicem matki i dziecka wykonanym przez Wyspiańskiego).

Piękna nie można jednak sprowadzać do poziomu utylitarnego. Czy chwytanie go w spontanicznym pragnieniu (pożądaniu?) wydaje się bardziej sensowne od robienia zdjęć z wizją, czemu to piękno ma służyć? Susan Sontag napisała w swojej słynnej książce „O fotografii”, że nie ma złych zdjęć, bo po dostatecznie długim czasie każde z nich nabywa ogromnej wartości, niezależnie do jego poziomu artystycznego. Czy do budowania wspomnień nie wystarczą „zwykłe” zdjęcia wykonane smartfonem? Czy jako fotograf z zawodu jestem w stanie wyrazić poprzez zdjęcia coś więcej? Jeśli tak, to co?

Jeżeli ktoś z Was mógłby podzielić się przemyśleniami na temat, który poruszyłem w tym wpisie, to będę naprawdę bardzo wdzięczny. Zapraszam!